Czy czułeś się kiedyś osamotniony, osaczony i bez przyszłości? Tak właśnie czuje się Cal, ukrywający się Jedi, który przetrwał sławetną masakrę Jedi zwaną „Rozkaz 66” i pracuje przy rozbiórce statków kosmicznych na planecie Bracca. Na szczęście Moc nie lubi być marnowana i szczęśliwym zbiegiem okoliczności nasz bohater ma szansę na powrót do świata, w którym jego potencjał będzie w pełni wykorzystany w walce ze znienawidzonym Imperium. Jednakże, czy samotny Jedi ma szansę w walce z największą potęgą znanego Wszechświata?

Nasza przygoda zaczyna się klasycznie – ukrywający się Jedi ratując czyjeś życie zdradza swoje możliwości i staje się zwierzyną łowną dla imperialnej Inkwizycji. Gdy już wszystko wydaje się stracone nadlatuje Kawaleria i ratuje go z opresji. Gdy już uciekną pościgowi to okazuje się, że Jedi ma przed sobą misję, która być może pozwoli na wskrzeszenie zakonu. Podążając tropem wielkiego Mistrza Jedi powiększa swoją Moc i szuka rozwiązania pozostawionej przez niego łamigłówki.

Zadanie fabuły jest proste – ma nie przeszkadzać. Oferuje ona dokładnie to czego można spodziewać się patrząc na ostatnie produkcje Disneya w świecie Star Wars. Nie ma komplikacji ani ciężkich wyborów moralnych, ale mamy za to masę epickich akcji i patetycznych scen. Dzięki temu gracz może skupić się na przyjemnej choć wymagającej rozgrywce i cieszyć się znakomicie wykonanymi filmikami przedstawiającymi kolejne losy naszych bohaterów.

Fabuła toczy się dość wartko, cały czas mamy wrażenie, że „coś się dzieje”. Mimo tego, że jest liniowa to gra się przyjemnie. Co chwila napotykamy przerywniki filmowe, a nawet w czasie regularnej rozgrywki zdarzają się niewielkie zdarzenia, które uatrakcyjniają akcję. Trzeba też przyznać, że twórcy postarali się, by nie było za drętwo – postaci mają swój dość wyraźny charakter i wszelkie komentarze i dialogi tylko go podkreślają. Bez przerwy ktoś rzuca jakieś kąśliwe uwagi (nawet piszczący droid BD-1 potrafi się odgryźć) i na twarzy gracza często gości uśmiech. Uwzględniając fakt, że nie jest to przygodówka o zacięciu moralistycznym a lekka gra Action-RPG (z mocnym naciskiem na Action) to dostajemy w fabule to, czego można od niej oczekiwać.

Zacznijmy od konstrukcji świata. Zarówno w konstrukcji map jak i w sposobie narracji gra czerpie mocno z serii Tomb Rider. Mam za sobą kilka części tej serii i grając w SW:UZ czułem się jak w domu. Biegając po powierzchni planety czułem się jakbym grał Jedi Larą – aby gdziekolwiek się dostać musimy cały czas pokonywać parkourowe przeszkody. Wspinanie się po mchu rosnącym na skale, po przypadkowo umieszczonych w ścianie deskach czy zjeżdżanie po lodowych zjeżdżalniach są tu na porządku dziennym. Jak przystało na Star Wars do poruszania musimy wykorzystywać też nasze Moce Jedi. Początkowo mamy do dyspozycji zatrzymanie czasu, co pozwala nam na pokonywanie ruchomych pułapek (np. zatrzymujemy szybko kręcący się wentylator by przez niego przejść), a potem dochodzą kolejne tricki Jedi takie jak bieganie po ścianach czy pchnięcie Mocą. Na szczęście spadnięcie w przepaść (co zdarza się często) zabiera nam jedynie niewielką część życia i pojawiamy się blisko miejsca gdzie spadliśmy. Mimo wszystko muszę przyznać, że poruszanie się postacią działa płynnie i w miarę wygodnie – przebiegnięcie kilku przeszkód pod rząd pełną prędkością daje poczucie swobody jaką powinien mieć pełnoprawny Rycerz Jedi.

Mapa jest podzielona na wyraźne ścieżki (nie ma wielkiego Open World) a co jakiś czas odblokowujemy sprytnie umieszczone skróty tak by można było się sprawnie poruszać po całym obszarze. Na początku wiele obszarów jest niedostępnych – wymagają bowiem odpowiednich mocy lub umiejętności by się do nich dostać. Warto zatem co jakiś czas odwiedzić planety, które przeszliśmy w trybie fabularnym, by odnaleźć skrzynki z ekwipunkiem czy dodatkowymi bezcennymi ładunkami kapsułek leczących, które pozwolą na wygodniejszą eksplorację nowych regionów.

Jeśli chodzi o rozwój postaci to gra zdecydowanie bardziej przypomina Action niż RPG. Nie znajdziemy tu żadnych statystyk, poziomu zadawanych obrażeń, kreatora postaci, rozbudowanego ekwipunku, wielu typów broni, trzydziestu Mocy do wyboru, pancerzy, gotówki ani sklepów czy towarzyszy wspierających Cala na polu bitwy. Zdecydowanie bliżej jej do Star Wars : Force Unleashed niż do Kotora. Postać rozwija się głownie przez rozwijanie drzewka umiejętności oraz co jakiś czas rozszerza swój wachlarz zdolności przechodząc misje fabularne.

Gra jest nastawiona na rozgrywkę single player – nie będzie tu nic co pozwalałoby na interakcję wielku graczy. Ani trybu kooperacji, ani map, gdzie można by toczyć pojedynki czy bronić atakowanej świątyni Jedi. Twórcy rezygnując z tego aspektu z jednej strony zubożyli grę, ale z drugiej niesamowicie uprościli jej strukturę. Dzięki temu mogli skupić się na doszlifowaniu wszystkich detali w trybie dla pojedynczego gracza. Osobiście uważam ten wybór za trafiony – rozgrywka kilkuosobowa byłaby tu wstawiona na siłę, by sztucznie coś udowodnić, a tak mamy świetnie zrealizowaną grę, gdzie fabuła i przygody głównej postaci grają pierwsze skrzypce.

Nie oszukujmy się, fabuła fabułą, ale celem każdego szanującego się gracza odpalającego pozycję z Uniwersum Star Wars jest walka z Imperium i jego sługusami. Ten aspekt stanowi większość rozgrywki i jego jakość stanowi o być albo nie być SW:UZ. Czy zatem gra podoła naszym wysokim oczekiwaniom?

Zacznijmy od samej mechaniki walki – ta oparta jest (podobnie jak np. seria Dark Souls, czy Surge) o bardzo przemyślane, wręcz taktyczne podejście do walki. W czasie konfrontacji korzystamy głównie z uników, parowania, walki kontrą i oczywiście technikami mocy. W tej grze bezmyślne wtargnięcie w grupę wrogów kończy się bardzo szybką śmiercią. Wystarczy chwila nieuwagi i nawet jeden szturmowiec z miotaczem ognia potrafi szybko opróżnić nasz pasek życia. Co gorsza sama procedura leczenia trwa przez chwilę i może być przerwana, więc nawet samo uzupełnianie rzeczonego paska w czasie walki bywa niemałym wyzwaniem.

Same zasady starć są proste. Ataki wrogów można podzielić na takie, które możemy sparować oraz te nieblokowalne (przeciwnik świeci się wtedy na czerwono). Wówczas należy albo zrobić unik albo szybko zaatakować wroga (niektórym jednostkom taki atak można przerwać). Zarówno gracz jak i jego przeciwnicy pod paskiem życia mają szary pasek wytrzymałości. Jest ona wykorzystywana przede wszystkim do blokowania ciosów. W przypadku wrogów z reguły nie możemy ich pokonać jednym atakiem – musimy najpierw opróżnić ich wytrzymałość by potem zaatakować zabierając punkty życia.

Muzyka i efekty dźwiękowe w SW: UL stoją na wysokim poziomie. Nie jest niczym zaskakującym, że wykonano kawał dobrej roboty i muzyka świetnie oddaje atmosferę gry, będąc adekwatnym tłem do zdarzeń toczących się na ekranie. Znakomicie buduje emocje towarzyszące postaci i oddaje klimat panujący na kolejnych planetach.

Podobnie sprawa ma się z udźwiękowieniem samych efektów. Zastosowano wszystkie znane nam już dobrze efekty miecza świetlnego, piszczących robotów, strzelających blasterów oraz latających statków kosmicznych. Wszyscy fani Gwiezdnych Wojen poczują się jak w domu. Nie ma zatem zaskoczenia – jest po prostu bardzo dobrze.

Podsumowując – Star Wars Jedi: Upadły Zakon jest świetnie wykonaną produkcją, która cechuje się znakomitą oprawą audiowizualną, ciekawą fabułą oraz korzysta ze sprawdzonych rynkowych mechanizmów dotyczących budowy świata i sposobu budowy postaci. W centrum tego wszystkiego stoi świetnie zrealizowana walka, która da satysfakcję zarówno fanom Gwiezdnych Wojen jak i zwyczajnym graczom. Praktycznie nie ma się do czego przyczepić, wszystko jest przemyślane i każdy aspekt stoi na bardzo wysokim poziomie. Wysoka jest też jej grywalność.

Ja ze swojej strony mam tylko mały niedosyt – że ta gra nie walczy o jeszcze więcej. Nie zdobędzie miana klasyka, ani epickiej gry, która wpłynęła globalnie na rozwój świata gier. Jest ona po prostu znakomicie wykonanym dziełem, które nie ryzykuje i nie dotyka żadnych pionierskich obszarów. Całkowicie to rozumiem – twórcy maja pewność, że sprawdzone rynkowe rozwiązania, które są teraz „na topie” zagwarantują finansowy sukces tytułu, a z pewnością poniesiona przy jego tworzeniu inwestycja do małych nie należała.

Ocena: 8/10